top of page

Dubaj raj dla kryptowalut czy dla oszustów? Co naprawdę kryje się za krypto-boomem w Zjednoczonych Emiratach?

ree

W ostatnich latach Dubaj wyrósł na jeden z najgłośniej promowanych ośrodków dla firm z branży kryptowalut i technologii blockchain. Na konferencjach Web3,

w mediach branżowych, a nawet

w materiałach marketingowych wielu projektów można usłyszeć hasło: „zarejestrowani w Dubaju”.


Dla inwestorów brzmi to prestiżowo, dla startupów to synonim nowoczesności, a dla oszustów… to niestety często idealna przykrywka.

Czy Dubaj faktycznie stał się bezpiecznym portem dla innowacji? Czy raczej nowym centrum szarej strefy finansowej ubranej

w garnitur blockchaina?

Przyjrzyjmy się temu z bliska.


Dubaj chce być nowym Singapurem Web3

Aby zrozumieć fenomen, trzeba cofnąć się kilka lat. Zjednoczone Emiraty Arabskie kraj zbudowany na ropie i ambicji od dawna szukały sposobu na dywersyfikację swojej gospodarki. Dubaj, nieposiadający znaczących złóż ropy, postawił na handel, turystykę, nieruchomości i technologie.

W 2016 roku władze ogłosiły „Dubai Blockchain Strategy”, zakładającą, że do 2020 roku miasto wdroży blockchain w administracji publicznej. Następnie przyszła kolej na fintech i aktywa cyfrowe. W 2022 r. powstał VARA – Virtual Assets Regulatory Authority, pierwszy organ w regionie dedykowany regulacji branży krypto.

Celem było jasne: zrobić z Dubaju globalne centrum dla Web3, przyciągnąć inwestycje, fundusze venture capital, giełdy i projekty technologiczne z całego świata.


I to się udało, przynajmniej w pierwszej fazie.


Dlaczego wszyscy chcą być „z Dubaju”

Powody, dla których projekty kryptowalutowe rejestrują się w Emiratach, są dość oczywiste:

  1. Zerowy podatek dochodowy — to magnes sam w sobie.

  2. Przyjazne procedury rejestracyjne — firmę w strefie wolnocłowej można założyć w kilka dni.

  3. Elastyczność prawna — Dubaj oferuje wiele „jurysdykcji” (DIFC, DMCC, ADGM), każda z własnymi zasadami.

  4. Globalny wizerunek — Dubaj to synonim luksusu, nowoczesności i sukcesu.

  5. Bezpieczeństwo i stabilność polityczna — w regionie, który nie zawsze może się tym pochwalić.

W efekcie powstał prawdziwy wysyp firm krypto-fintechowych. Binance, Bybit, OKX czy Crypto.com przeniosły do Dubaju swoje biura lub zarejestrowały spółki-córki.


Jednocześnie powstały setki mniejszych, mniej znanych projektów — od startupów DeFi po nowe tokeny, fundusze i platformy tradingowe.

Problem w tym, że w tej fali entuzjazmu zarejestrowało się również mnóstwo podmiotów, które z innowacją miały niewiele wspólnego.


Między regulacją

a wolnością – luka, z której korzystają wszyscy

VARA, mimo ambicji, jest młodym regulatorem. W praktyce jego kompetencje i procesy licencyjne wciąż ewoluują.


Wielu przedsiębiorców twierdzi, że uzyskanie pełnej licencji operacyjnej to proces długi, kosztowny i nieprzewidywalny — dlatego wiele firm ogranicza się do „rejestracji” w jednej z wolnych stref gospodarczych, co daje im adres w Dubaju, ale bez nadzoru finansowego.

Tu zaczyna się szara strefa marketingowa.

Projekty chętnie chwalą się hasłami typu:


„Registered in Dubai”


„Licensed by DMCC”


„Based in UAE Blockchain Zone”

Dla inwestora z Polski, Niemiec czy Indii brzmi to jak gwarancja legalności.


W rzeczywistości często oznacza jedynie, że spółka posiada numer rejestracyjny

w jednej z 40 stref biznesowych, a nie licencję finansową.

To mniej więcej tak, jakby w Europie projekt zarejestrował się w Estonii jako spółka informatyczna i twierdził, że ma licencję na usługi inwestycyjne — mimo że to zupełnie inna kategoria działalności.


Dubaj jako eldorado dla innowacji i… dla oszustów

Wraz z napływem prawdziwych firm przyszli też ci, którzy dostrzegli w Dubaju doskonałe tło dla PR-owego kamuflażu.

W ostatnich latach obserwowaliśmy liczne przypadki projektów, które wykorzystywały wizerunek Emiratów do budowania zaufania:

  • tokeny oparte na „dubajskich nieruchomościach”,

  • platformy inwestycyjne rzekomo „autoryzowane przez władze ZEA”,

  • fundusze „zarejestrowane w DMCC”, które znikały z pieniędzmi klientów.

Niektóre z nich działały typowo piramidalnie, inne były po prostu źle zarządzane, ale wszystkie korzystały z tej samej narracji:


„jeśli to z Dubaju, to musi być wiarygodne”.

W rzeczywistości lokalne organy nie mają ani zasobów, ani woli politycznej, by ścigać każdy przypadek oszustwa, zwłaszcza gdy ofiary są z zagranicy.


Wielu inwestorów, którzy stracili środki

w takich projektach, dowiadywało się dopiero po fakcie, że podmiot, z którym współpracowali, nie miał żadnej licencji na działalność krypto.


Oaza finansowa w nowej odsłonie

Nie jest tajemnicą, że Dubaj od dawna pełnił rolę bezpiecznej przystani dla kapitału również tego o niejasnym pochodzeniu.


Przez dekady przyciągał bogaczy z Rosji, Indii, Pakistanu czy Afryki, oferując im anonimowość, luksus i brak podatków.

W erze blockchaina ta reputacja nie zniknęła, tylko została ubrana

w technologiczną narrację.


Zamiast złotych rezydencji i bankowych sejfów mamy dziś tokeny, fundusze DeFi

i NFT często równie nieprzejrzyste jak dawne konstrukcje offshore.

Dla władz Dubaju nie jest to problem, dopóki napływa kapitał i nie dochodzi do otwartego skandalu.


System opiera się na zasadzie: rób co chcesz, byle nie łam prawa lokalnego.


A prawo lokalne celowo lub nie ma sporo białych plam.


Nowoczesna twarz Emiratów: VARA i walka

o zaufanie

Nie można jednak powiedzieć, że Dubaj nie próbuje się ucywilizować.


VARA wprowadza kolejne etapy licencjonowania giełd, brokerów

i dostawców usług związanych z aktywami cyfrowymi.


Binance, OKX czy Bybit uzyskały licencje tymczasowe, a potem pełne, co stanowi pozytywny sygnał dla branży.

VARA publikuje też publiczny rejestr licencjonowanych firm, co ma zwiększyć przejrzystość.


Problem w tym, że przeciętny inwestor

o tym nie WIE, a projekty scamowe oczywiście nie mają interesu, by informować, że nie figurują na liście.

Dlatego hasło „zarejestrowany w Dubaju” trzeba traktować z dużym dystansem.


Prawdziwie licencjonowane podmioty można zweryfikować, reszta to tylko marketing.


Jak rozpoznać fałszywe projekty „z Dubaju”

Zasady są proste, ale większość inwestorów wciąż je ignoruje. Oto kilka praktycznych wskazówek:

  1. Sprawdź rejestr VARA (https://vara.ae) – jeśli projektu tam nie ma, nie ma też licencji.

  2. Nie daj się zwieść adresowi biura – często to tylko wirtualny adres w strefie DMCC.

  3. Zwróć uwagę na język promocji – im więcej błyszczących zdjęć Dubaju

  4. i pustych sloganów o „zaufaniu rządu Emiratów”, tym większa szansa, że to ściema.

  5. Zobacz, kto stoi za projektem – legalne spółki w ZEA mają publiczne dane właścicieli (pośrednio dostępne przez rejestr strefy).

  6. Unikaj projektów z gwarancją zysków – niezależnie od kraju rejestracji.


Dubaj między wizją

a rzeczywistością

Nie można odmówić Emiratom determinacji.

Dubaj naprawdę inwestuje w technologie, w infrastrukturę, w przyciąganie talentów.

Organizuje dziesiątki konferencji blockchainowych, przyciąga fundusze venture capital i startupy AI.

Problem polega na tym, że tempo promocji przewyższa tempo regulacji.


Wizerunek innowacyjnego raju finansowego tworzy idealne warunki nie tylko dla prawdziwych przedsiębiorców, ale również dla tych, którzy chcą szybko zarobić, zanim regulator zdąży zareagować.

To klasyczny paradoks rynków wschodzących: tam, gdzie rodzi się nowa wolność gospodarcza, rodzi się też nowe pole do nadużyć.


Kto naprawdę korzysta

z dubajskiego modelu

Z perspektywy globalnej można wyróżnić trzy grupy graczy, którzy najwięcej zyskują na modelu Dubaju:

  1. Duże giełdy i fundusze, które potrzebują jurysdykcji neutralnej podatkowo, a jednocześnie legalnej.

  2. Startupy Web3, które szukają miejsca

  3. z otwartym podejściem do nowych modeli biznesowych.

  4. Projektanci schematów finansowych, którzy wykorzystują chaos regulacyjny do maskowania swoich działań.

To połączenie sprawia, że Dubaj jest jednocześnie laboratorium przyszłości 

i placem zabaw dla ryzykownych projektów.


Emiracki paradoks: wolność gospodarcza bez demokracji

Ciekawym kontekstem jest fakt, że Dubaj, mimo liberalnej gospodarki, pozostaje autorytarnym systemem politycznym.


To nie jest liberalna demokracja, w której można otwarcie krytykować rząd czy regulatora.


VARA działa w ramach struktur, w których priorytetem jest wizerunek państwa, a nie zawsze ochrona konsumenta.

Oznacza to, że nawet jeśli w Dubaju dojdzie do głośnego oszustwa kryptowalutowego, reakcja władz będzie raczej dyskretna by nie zaszkodzić reputacji kraju jako „centrum przyszłości finansów”.


Przyszłość: między regulacją a reputacją

Dubaj stoi dziś przed dylematem:

czy nadal być rajem dla wszystkich, czy stać się prawdziwym centrum finansowym na miarę Londynu czy Singapuru?

Aby osiągnąć to drugie, musi:

  • zaostrzyć procesy licencyjne,

  • egzekwować nadzór nad projektami krypto,

  • i zwiększyć transparentność informacji dla inwestorów.

Jeśli tego nie zrobi, rynek sam wystawi mu rachunek:

zaufanie międzynarodowych inwestorów jest kruche, a jeden duży skandal może zniszczyć lata PR-u.


Co naprawdę kryje się za Dubajem?


Dubaj jest miejscem kontrastów.

Z jednej strony to imponujący przykład odwagi gospodarczej, wizji i otwartości na nowe technologie.


Z drugiej to terytorium, gdzie cienka linia między innowacją a iluzją potrafi zniknąć

w jednej chwili.

To nie Dubaj sam w sobie jest problemem.


Problemem jest to, jak łatwo jego marka stała się narzędziem dla projektów bez realnej wartości.


Tam, gdzie nie ma twardego nadzoru, zawsze pojawią się ci, którzy będą chcieli to wykorzystać.

Dubaj, niczym nowoczesna oaza pośrodku pustyni, przyciąga wszystkich spragnionych zysku.


Jedni odnajdą tam przyszłość finansów.

Inni tylko miraż bogactwa.


Chcesz być na bieżąco z rynkiem kryptowalut?

Dołącz do bezpłatnej grupy telegramowej t.me/imlovingcrypto369


Zasubskrybuj kanał na YouTube

 
 
 

Komentarze


Post: Blog2 Post
bottom of page